Zdrowie w Kenii

Szczepić się czy nie szczepić? Brać antybiotyki zawczasu czy ryzykować? Te pytania spędzały nam sen z powiek na długo przed wyjazdem.

Lecąc do Kenii NIE są wymagane żadne szczepienia, jednak sporo z nich jest zalecane, np. żółtaczka typu A i B, żółta febra, polio, denga, dur brzuszny, błonica i tężec, meningokoki oraz wścieklizna. Dla własnego spokoju zdecydowaliśmy się założyć żółtą książeczkę szczepień i zaszczepić się przeciwko żółtej febrze i żółtaczce pokarmowej. W końcu przydadzą nam się one również podczas innych podróży, a ważne są całe życie. Szczepienie na tężca mieliśmy ważne. Przed resztą tzw. ,,chorób brudnych rąk” postanowiliśmy zabezpieczyć się poprzez częste używanie płynu dezynfekującego i unikanie surowych owoców i warzyw. W hotelu napoje bez lodu, a mycie zębów jedynie wodą butelkowaną. Największym wyzwaniem była dla nas sprawa malarii, na którą szczepionki nie ma, możliwe jest jedynie przyjmowanie antybiotyku, które należy rozpocząć na dwa dni przed wyjazdem i stosować jeszcze tydzień po powrocie. Antybiotyki antymalaryczne mają sporo skutków ubocznych, a ich stosowanie nie daje 100% ochrony. Biorąc pod uwagę wszystkie plusy i minusy postanowiliśmy zrezygnować z leków i zainwestować w repelenty, a dokładniej w Muggę 50 DEET. Jak się dowiedzieliśmy na miejscu, dobrze zrobiliśmy, ponieważ możliwość zarażenia się malarią na wybrzeżu jest naprawdę mała, a słynny Malarone jest odradzany przez lekarzy w Kenii. Podobno znacznie więcej turystów trafia do szpitala przez skutki uboczne antybiotyku niż samą malarię. Samej malarii lekceważyć jednak nie można, ponieważ jest chorobą śmiertelną. Brać więc antybiotyki czy nie? Wybór powinien być indywidualnie przemyślany przez każdego podróżującego.

REPELENTY

DEET 50 to naprawdę mocny środek, dlatego miałam kilka obaw przed nałożeniem go bezpośrednio na skórę, tym bardziej że jest ona bardzo wrażliwa i chętnie reaguje alergicznie na wszelkie nowości. W pierwszy dzień popsikałam nią jedynie ubrania i niestety nie ochroniło mnie to przed komarami. Za to po rozebraniu się na ciele znalazłam wielkie plamy. Pod wpływem środka ubrania puściły farbę. Następnego dnia posmarowałam się cała i było prawie idealnie. Prawie, ponieważ komar znalazł jedyne miejsce, które pominęłam i ugryzł mnie w spód stopy. Musimy więc smarować się od stóp do głów, nie pomijając żadnego miejsca na ciele. Uwaga, komary tną nawet przez ubrania! Na twarz używałam DEETu 30. Mimo codziennego smarowania się, na skórze nie zauważyłam żadnych negatywnych zmian. W pokoju warto również spryskać moskitierę nad łóżkiem. Używając tak silnego środka jak DEET 50 musimy pamiętać aby nie dostał się do oczu (nawet same opary są bardzo bolesne) ani dróg oddechowych.

Jedno jest pewne, nie należy popadać w panikę przy lekkich bólach brzucha czy gorszym samopoczuciu. Nasz organizm potrzebuje czasu do przyzwyczajenia się do nowego klimatu i flory bakteryjnej. Jeżeli mimo powrotu do domu ciągle boimy się, że mogliśmy zarazić się malarią (pierwsze objawy mogą pojawić się nawet do roku) możemy zrobić testy z krwi na obecność zarodźca malarii.

Polub nas lub zaobserwuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *